Rzecz o rzeczy: język a rzeczywistość

ZDANIE

Zarówno językoznawcy, jak i logicy uznają zdanie za podstawową jednostkę języka, którą można badać. W logicznym, klasycznym rachunku zdań zdanie elementarne przedstawiane jest symbolicznie p i jako takie odpowiada całemu zdaniu, pod warunkiem, że jest ono pozbawione spójników logicznych (i, lub, albo albo, nie, jeśli… to, wtedy i tylko wtedy, ani ani).

Jan idzie do szkoły = p
Jan idzie do szkoły lub do kina = p lub q (w domyśle są to dwa zdania 1. Jan idzie do szkoły. 2. Jan idzie do kina.).

Takie jednak rozpatrywanie znacznie ogranicza możliwość zrozumienia budowy zdania, tak więc logika rozwinęła także rachunek predykatów, które są własnościami poszczególnych nazw (wcześniej określonych) lub dowolnych przedmiotów we wszechświecie (nieokreślonych zmiennych).

Miotła stoi pod ścianą. Istnieje x taki, że P(x) i Q(x), gdzie P(x) – x jest miotłą, Q(x) – x stoi pod ścianą (czyli odczytując zapis formalny Istnieje x taki, że x jest miotłą i x stoi pod ścianą.).
Można też prościej. Zakładając x – miotła P(x), gdzie P(x) – x stoi pod ścianą (czyli Miotła stoi pod ścianą.).

Ponadto zdanie, w bardziej ogólenj refleksji filozofii języka, rozpatrywane jest wyłącznie w rozumieniu zdania podmiotowo-orzecznikowego.

Jan Kowalski jest łysy. Ta kaczka ma zielone pióra.

W zdaniach tych podmiot musi być indywiduum, jednostkowym bytem (Jan Kowalski, Ta kaczka), a orecznik pojęciem ogólnym (łysy, zielone pióra)

ZAANGAŻOWANIE ONTOLOGICZNE

Gottlob Frege w jednym ze swych artykułów pisze, że jego celem jest poznanie rzeczywistości poprzez język. Przeciwnie stanoiwsko zajmuje Willard Quine. On odżegnywał się od jakiegokolwiek powiązania pomiędzy bytem, a językiem, uważając ten ostatni za zlogicyzowany system, na który składają się leksykon i gramatyka. Wydaje mi się jednak, że obaj, w mniejszym lub większym stopniu nie doceniali możliwości samego języka. Parę lat temu grupa europejskich językoznawców wykonała pewien eksperyment. Poprosili oni osoby badane, aby opisały „most”, „klucz” i jeszcze kilka innych rzeczy wyrażonych słowami, a nie pokazanych na obrazku. Okazało się, że rzecz, która w jednym języku wyrażona jest słowem rodzaju żeńskiego, opisywana jest jako lekka, delikatna, podczas, gdy ta sama rzecz, w innym rodzaju nazywana słowem rodzaju męskiego, wyobrażana jest jako ciężka, przysadzista i masywna. Mozna powiedzieć, że to efekt pewnego psychologicznego podejścia do słów, podejścia, które w badawczym (logicznym) ujeciu powinno zostać wyeliminowane. Być może rzeczywiście tak jest jednak jednocześnie jest to wyraźny sygnał, że język jako twór żywy i ciągle się rozwijający kryje w sobie jeszcze kilka niespodzianek i nie poddaje się łatwo klasyfikacjom.

Jednocześnie z punktu widzenia logika (czy filozofa zajmującego się zagadnieniem języka) zaangażowanie ontologiczne (czyli uznanie ważności na gruncie ontologii wniosków wyciąganych z tez logicznych) jest istotne. Bez niego logika byłaby pustym narzędziem poprawnego rozumowania. Poza tym całkowite wyłączenie ontologii może stawiać pod znakiem zapytania sensowność operacji logicznych.

KLASYCZNA DEFINICJA PRAWDY

Jeśli już dochodzi do uznania ważności powiązania ontologii z logiką, należy sobie postawić pytanie o naturę tego połączenia. Jedną z form ujęcia relacji pomiędzy sferą badań logiki, a sferą ontologii jest klasyczna defninicja prawdy. W swym najpopularniejszym, łacińskim sformułowaniu brzmi ona:

Veritas est adequatio intellectus et rei – Prawda jest adekwatnością intelektu i rzeczy (D. l. poj.).

Jednak współcześnie, w XX wieku sformułowanie to było wielokrotnie krytykowane za swoja nieścisłość. W związku z tym logicy podejmowali liczne próby podania nowego, ścisłego sformułowania tej definicji.

Sednem klasycznej definicji prawdy jest bezpośrednie połączenie w jakiś – nieokreślony sposób pojętej rzcezywistości (czy faktu) i myśli (czy też sądu, języka). To bezpośrednie przejście zakłada, że obie te sfery w jakiś sposób sobie odpowiadają. Jednak wcale tak nie jest, bowiem w jakis sposób sfera myśli, czy języka podobna jest do rzeczywistości zmysłowej? Czy widział ktoś biegającego kota składającego się z „k”, „o” i „t”? Właśnie ta relacja zawarta w klasycznej definicji prawdy jest przede wszystkim przedmiotem namysłu filozofów.

I tak Kazimierz Ajdukiewicz podaje następujące sformułowanie definicji prawdy:

„Myśl M: jest tak, a tak jest prawdziwa wtedy i tylko wtedy, gdy jest tak, a tak”.

Betrand Russell pisze, że

„przekonanie jest prawdziwe, gdy istnieje zgodny z nim fakt”.

A Ludwig Wittgenstein twierdzi, że

prawda to identyczność formy logicznej zdania i stanu rzeczy.

Wydaje się jednak, że żaden z przywołanych filozofów nie rozwiązuje całkowicie problemu. Owszem, używane przez nich pojęcia są już znacznie bardziej precyzyjne, ale stosują dwa środki zastępcze zamiast opisać wspominaną już relację „odpowiedniości”. Z jednej strony Wittgenstein (bardziej wyraźnie) i Ajdukiewicz (mimowolnie) odwołują się do pośredniej sfery pomiędzy myślą, czy zdaniem, a rzeczywistością. U Wittgensteina jest to forma logiczna, u ajdukiewicza ukryte w użyttych sformułowaniach rozumienie myśli jako jakiegoś rodzaju obrazu rzeczywistości, a nie sformułowania słownego. Natomiast Russell w ogóle pomija problem, gdyż jego nazwanie tej relacji („zgodny”) nie wnosi nic nowego do jej rozumienia.

Tą pośrednią drogę definiowania prawdy wybiera także w swej definicji Alfred Tarski. Pomimo, że jej formalne sformułowanie jest dość skomplikowane, ogólna zasada jest prosta. Otóż Tarski rozpatruje prawdę w konkretnym modelu. Model ten to zlogicyzowana wersja rzeczywistości, ze zmiennymi i nazwami, predykatami i relacjami służacymi do opisu rzeczywistości zmysłowej. Jednak w związku z tak silną ingerencją w podstawowe założenie klasycznej definicji prawdy pojawia się pytanie, czy definicja prawdy Tarskiego, jest jeszcze klasyczną definicją prawdy. Od lat trwają już na ten temat, nierozstrzygnięte do dziś, spory.

Advertisements

About this entry