Charakterystyka poezji Bogdana Czaykowskiego

Wielowątkowość i ciągła jeszcze ewolucja poezji Czaykowskiego sprawia, że trudno mówić o niej w ramach jasnych ustaleń. Szukając klucza, który poezję Bogdana Czaykowskiego pozwoli chociaż przybliżyć postanowiłem, że najlepsze będzie oddanie głosu samemu autorowi. Wiersz Argument:

nie ma nie ma dla
mnie
miejsca
ni tu ni tam
tu wolność
ryba na piasku
tam mnie klatka czeka
w rogu obfitości
między widownią a sceną
to ja jestem żelazną kurtyną
dzielę
dwie
niedorzeczywistości

Tekst ten można odczytać wielorako, jednak w tym momencie najważniejsze jest tutaj dla mnie jedno słowo – „niedorzeczywistość”. Może jest to jakaś językoznawcza herezja, ale według mnie cząstka niedo– zawsze niesie znaczenie jakiegoś braku pełni, nie całkowitego rozwinięcia potencjalnej istoty rzeczy. Jest coś niedokończone, niedopisane, niedopracowane. Mówimy o niedostatku, niedorozwinięciu. Wydaje mi się, że świat poetycki Czaykowskiego przenika właśnie poczucie takiej „niedorzeczywistości”. Oczywiście nie chodzi mi o jakiekolwiek braki tej poezji, jej ocenę. Uważam jedynie, że większość problemów ją konstytuujących pozostaje cały czas otwartych. Dla poety liczy się przede wszystkim droga, dążenie, a nie sam cel.

Przyczyn tego stanu, czy jakichś przesłanek tłumaczących go można, według mnie, szukać w dwóch miejscach. Z jednej strony wkraczając na pole psychologii twórczości (być może będzie to zbyt wiele powiedziane) poprzez odwołanie się do biografii Czaykowskiego. Większą część życia spędzając na tułaczce, podróży od jednego miejsca do drugiego poeta zdaje się być tą koniecznością podróży naznaczony także w swoich poszukiwaniach poznawczych. Tyle razy ostateczny z pozoru cel okazywał się jedynie przystankiem przed dalszą drogą. Sam Czaykowski pisał: „pociągi lubię ogromnie, choć podróż w wagonach do bydła powinna mnie była zrazić do pociągów na resztę życia”. Z drugiej strony odwołując się do filozofii samego autora. W wierszu Na marginesie sztuki Weissa pisał:

historii żadna konieczność nie zmusi
mnie do kłaniania się koniecznościom

Mamy tu do czynienia z ewidentnym odniesieniem się do filozofii Georga Hegla (a także Karola Marksa), który głosił, że tok historii kierowany jest racjonalnym rozwojem samoświadomości „ducha dziejów”. Tak więc skoro rozwój ten jest racjonalny jest też konieczny. Czaykowski wyraźnie sprzeciwia się takiemu rozumieniu historii. Jednocześnie jednak opowiada się przeciwko konieczności w ogóle w zamian proponując koncepcję ciągłego poszukiwania. Można na gruncie filozofii oddać tą niechęć wobec konieczności opowiedzeniem się poety za intuicjonizmem, a przeciwko racjonalizmowi.

W swym artykule poświęconym twórczości Czaykowskiego pisał Robert Mielhorski: „W pisarstwo Bogdana Czaykowskiego wpisane zostały trzy, wciąż przeformułowane w jego liryce, motywy: katastrofy, wygnania i arkadii (…)”. Ja jednak proponuję inny podział, oparty raczej na gruncie filozofii niż topiki. Mianowicie wyróżnić można w wierszach Czaykowskiego zainteresowanie ontologią, metafizyką i epistemologią. Postaram się teraz pokazać wspomnianą niepełność „niedorzeczywistości” na tych trzech polach poetyckich zainteresowań.

„Oto jest dziwny świat” pisze Czaykowski w wierszu Kluczyki i rzeczywiście taka deklaracja jest powtarzana w innych wierszach. Dla poety świat jest dziwny, nie do końca poznawalny. W Wankuwerskich elegiach pisze:

Poznanie siebie jest jak poznawanie świata, błędne
po części, jeśli nie zupełnie.

A w wierszu Pytanie z Ksenofanesa:

Bo nawet gdybym wyrzekł prawdę ostateczną,
Sam bym o tym nie wiedział?

Poetę interesuje także to jak poezja wiążę się z możliwością poznania rzeczywistości. W przejmującym wierszu Tren, mówiącym o historii podpalenia się studenta Jana Palacha w Pradze po stłumieniu praskiej wiosny, pisze poeta:

Chcesz wiedzieć, jak człowiek się pali?
Wiersz ci tego nie powie.
Włóż swe dłonie w płomienie,
utrzymaj przez jedno mgnienie
nie zapalonych powiek.

Problem poznania to także problem poznania swojej tożsamości, co jest jednym z głównych problemów poezji Czaykowskiego.

Podobnie nie do końca jasny jest stosunek poety do świata, do ontologii. Z jednej strony zachwycony jest autor pięknem świata, z drugiej widzi ukrytą w nim zrealizowaną albo nadchodzącą katastrofę. Tak jest w wierszach Mała podróż na wschód, gdzie czytamy:

śniegu snu kraina
gdzie tylu
mróz lukrem obłóczył

i w wierszu Ogród, gdzie poeta tworzy piękny obraz ogrodu-arkadii, który jednak czeka zagłada, bo „Siekiera trzebi ogród”. Niepełność wizji Czaykowskiego jest więc czytelna – poznanie jest nie do końca prawdziwe, niepełne, świat zaś choć jego istotą jest piękno, to cały czas grozi jakimś niebezpieczeństwem.

W swoim artykule o poezji Bogdana Czaykowskiego Mielhorski dzieli twórczość poety na dwa okresy, za cezurę przyjmując rok 1971, czyli datę wydania tomu Point-no-Point. Pierwszy to ten niespokojny okres, próby poradzenia sobie z problemem tożsamości i wojny. Drugi to nadchodzące uspokojenie, związane z zachwytem nad kanadyjską przyrodą oraz w końcu osiągniętym poczuciem zakorzenienia. Wtedy też świat prezentowany jest już jednoznacznie. Wątpliwości związane z „niedorzeczywistością” wydają się zanikać. A jednocześnie zaczyna poeta snuć refleksje metafizyczne, które wynikają niejako z zachwytu nad światem. W Okanagańskich sadach pisze:

spadły szyszki, wielkie jak miniaturowe katedry

Szuka też, za św. Tomaszem, dowodów na istnienie Boga (Alea)

Dowód z pajęczyny:
jeżeli są pająki musi istnieć Bóg.

Próbuje z perspektywy wytłumaczyć sobie swój dotychczasowy świat w planie Boskim:

Wiele ocaleń. Mógłbym w tym widzieć
palec boży,
który prowadził mnie po linii szczęścia,
nie pozwalając zboczyć w zatracenie. (Teologia doświadczalna)

Aż do ostatecznej deklaracji w wierszu Brzeg morza. Niezliczoność muszli i kamieni:

Bóg synu, oczu ludzkich nie ma, ani serca.
On w dzikiej historii nie rósł, nie próbował
Uprawiać na ruinie raju zwykłej śmierci.
Ale on swego syna na krzyżu rozpostarł.
Był więc także człowiekiem. Ufaj mu. Co dla nas
Potwornością absurdu toczy jak rak wiarę,
W innych hierarchiach wchodzi w piękno ładu jego,
którego nie pojmujemy, jak tylko ufnością
Crede, quia absurdum. Znieś nicość miłością.

Reklamy

About this entry